Wiadomości

stat

Warsztat na godziny. Na Oruni powstaje miejsce dla majsterkowiczów

Na Oruni Dolnej powstaje stolarnia, w której dostępne będą narzędzia, by majsterkować można było samodzielnie płacąc za czas spędzony w warsztacie. To pomysł na biznes małżeństwa Kamili i Ireneusza Myszkerów, którzy choć sami za biurkiem spędzili całe lata, to dekoracje i majsterkowanie są ich pasją.



O tym, z jakich narzędzi i szkoleń będzie można skorzystać w Miejskiej Stolarni opowiada Ireneusz Myszker.

Czy korzystałbyś ze stolarni na godziny?

tak, będę miał gdzie realizować swoje pasje 19%
tak, przyda mi się takie miejsce przy domowych pracach 26%
może, jeśli akurat będę mieć taką potrzebę 38%
nie, nie mam takich umiejętności i potrzeb 8%
nie, wolę zlecić prace profesjonalistom 9%
zakończona Łącznie głosów: 942
- Skąd pomysł na taką działalność?

- Chodziło mi to po głowie od lat. Myślałem, żeby otworzyć stolarnię, w której produkowane będą meble. Wahałem się, bo nie mam kierunkowego wykształcenia ani obycia z rynkiem. Ostatnie lata spędziłem za biurkiem, pracując w branży ubezpieczeń i finansów. Nie mówię, że było mi tam źle, wiele się nauczyłem, ale zawsze ciągnęło mnie do majsterkowania. Obawiałem się jednak, że to nie jest takie łatwe: z dnia na dzień zmienić branżę i od razu zarabiać godziwe pieniądze na utrzymanie rodziny. Tak się złożyło, że któregoś dnia oglądaliśmy z żoną poranny program w telewizji. Tam była mowa o takiej stolarni jak ta, którą tu urządzamy. Bardzo się do tego zapaliliśmy, bo nie są w tym przypadku potrzebne kierunkowe kwalifikacje, a pasja i chęci. Wiemy też, że podobne pomysły na biznes działają już w Polsce i mają się dobrze. Coraz bardziej doceniane są rzeczy robione własnoręcznie i, co najważniejsze, ludzie chcą je mieć we własnych domach. Nasz warsztat to odskocznia od tego, co proponuje nam rynek - masowo i maszynowo produkowanych rzeczy. Chcemy stworzyć przyjazne miejsce z dobrym sprzętem i miłą atmosferą, takie, do którego chce się wracać i spędzać tam czas.

- Pomysł brzmi świetnie, ale sam zapał to chyba zbyt mało, by uruchomić taki biznes?

- Mamy z żoną odłożonych trochę pieniędzy, które można zainwestować. Kiedy już podjęliśmy tę niełatwą decyzję, to bardzo długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca. Była nawet koncepcja zakupu kontenerów, ale w końcu uznaliśmy, że mają one zbyt duże ograniczenia przestrzenne i wcale nie są takie tanie. W końcu trafiliśmy tutaj [poprzemysłowy teren przy ul. Sandomierskiej zobacz na mapie Gdańska - red.]. Ta hala spełnia nasze oczekiwania, chociaż wymaga przebudowy i generalnego remontu. Przygotowujemy się do uzyskania pozwolenia na budowę. Mam nadzieję, że wystartujemy w maju lub czerwcu. Nakłady są dość wysokie, stąd też większość prac budowlanych wykonujemy samodzielnie. Proces będzie zapewne troszkę dłuższy, ale też satysfakcja znacznie większa.

- Z jakich urządzeń będzie można skorzystać w Miejskiej Stolarni?

- Cała nasza hala ma w sumie około 300 metrów. W głównym pomieszczeniu będzie podzielony na dwie strefy warsztat. W jednej części znajdzie się strefa obróbki drewna z drobnymi narzędziami, będą tu między innymi szlifierki, wyrzynarki, wkrętarki, piły, ściski, papier ścierny i wiele innych drobnych, aczkolwiek pomocnych narzędzi ręcznych. W drugiej części będzie stanowisko z piłami ukosowymi, stanowisko elektryczne, gdzie między innymi możliwe będzie lutowanie, skręcanie, pomiary oraz stanowisko z kompresorem, do którego dopasować będzie można wszelkie narzędzia wykorzystujące sprężone powietrze. Podpisaliśmy już umowę z jedną z wiodących marek elektronarzędzi, od której kupujemy komplet wszystkich urządzeń i narzędzi - majsterkowicze będą więc korzystać z nowego sprzętu wysokiej klasy, to nie będzie żadna garażowa zbieranina. Oczywiście jeśli ktoś będzie chciał zostawić mebel, by dokończyć go w czasie następnej wizyty, będzie mógł to zrobić. Znajdziemy także miejsce na bejcowanie czy lakierowanie, co zwykle w warunkach domowych jest problematyczne. Zakupiliśmy też ploter laserowy. Ruszymy więc ze sprzedażą i przyjmowaniem indywidualnych zamówień na wycinanie, grawerowanie, wypalanie w drewnie, sklejce, papierze.


- A co się będzie działo na pozostałej powierzchni?

- Część stolarni będzie zamknięta, obsługiwana tylko przeze mnie. Znajdą się tam mniej bezpieczne urządzenia - pilarko-frezarka oraz strugarko-grubościówka. To będą osobno płatne usługi świadczone w ramach stolarni. Te maszyny przyjadą już w marcu. Dwa lub trzy pomieszczenia zagospodaruje moja żona, która planuje warsztaty artystyczne - wspólne robienie stroików na święta, decoupage, dekoracje, lepienie w glinie - pomysłów jest wiele, ale zobaczymy, co spotka się z zainteresowaniem. Ja sam również przygotowuję ofertę warsztatów, gdzie będzie można się nauczyć pracy z drewnem czy renowacji. Jest wiele osób, które w ciągu pięciu czy sześciu godzin, w sobotę lub niedzielę chętnie zrobią własnoręcznie stolik, deskę do krojenia, odnowią stary mebel czy przyjdą z dzieckiem zrobić karmnik dla ptaków. Oferta warsztatowa może być także skierowana do przedszkolaków czy grup seniorów w ramach różnych programów aktywizacji społecznej. W naszym projekcie właśnie o to chodzi: tworzymy to miejsce nie tylko dla osób, które potrzebują szybko przyciąć listwy przypodłogowe, wywiercić otwór, ale także dla wszystkich, którzy chcą się spotkać, wymienić doświadczeniami, pomysłami, czegoś od siebie nawzajem się nauczyć, zrobić coś dla siebie lub od siebie. Każdy tu znajdzie coś dla siebie: matka z córką, ojciec z synem, babcia z dziadkiem, osoby, które urządzają mieszkanie, dom czy ogród.

- Jakie będą zasady korzystania z tej stolarni?

- Nazywam to roboczo "warsztatem na godziny". Każdy, kto do nas przyjdzie będzie mógł skorzystać z warsztatu. Oczywiście osobom, które chciałyby zrobić coś własnoręcznie, a nie mają doświadczenia, będziemy służyć fachową pomocą. Ustaliliśmy, że stawka za możliwość dowolnego korzystania ze wszystkich narzędzi będzie się kształtowała na poziomie około 7,5 złotego za pół godziny. Jeśli potrzebna będzie jakaś deska, klej czy śruby, to będą one dodatkowo płatne. Myślę też o tym, żeby określone stanowiska można było sobie rezerwować na określoną godzinę - planuję, że taka opcja będzie dostępna przez stronę internetową.

- Pomysł na taką unikatową działalność jest nieco ryzykowny. A co jeśli ludzie nie przyjdą? Ma pan plan "B"?

- Zakładamy, że wszystko się uda. Trójmiasto to duży rynek, gdzie wiele się buduje i remontuje. Szczęście nam sprzyja, od czasu, kiedy zaczęliśmy z żoną iść w kierunku tego biznesu spotkaliśmy wielu życzliwych i bardzo pomocnych ludzi. Jeśli naprawdę nikt nie będzie tu przychodził, to kupimy dodatkowe maszyny do przemysłowej obróbki drewna i będziemy realizować masowe zamówienia, zatrudniając jednocześnie dodatkowych pracowników. Już za późno, żeby się wycofać!